Slyszalam, ze cos mowila, slyszalam oddalajace siej kroki. Nie powiedzial nic wiecej, a ja nie moglam pytac. No, nie moglam. Ale jak moglam ufac Marcinowi, jezeli ciagle napotykalam jakies niedomowienia, niejasnosci? Wyszedl ode mnie o jedenastej, przerazony ta pozna pora. Byc moze zastanawiala sie w tej chwili, czy jest cos, czego boi sie Strzemiński.