Rozwinelam papier i otworzylam niewielkie pudeleczko. W sobote rano z obojetna mina zakomunikowalam Marcinowi: - Chcialabym, zebys przyszedl do mnie jutro o piatej! Ale jak moglam ufac Marcinowi, jezeli ciagle napotykalam jakies niedomowienia, niejasnosci? Otwieralam drzwi mieszkania z dziwnym uczuciem niepewnosci i zadowolenia jednoczesnie. Tymczasem przyszedl grudzień. Kocham szare grudniowe poranki, pierwsze przymrozki, zalosne drzewa bez lisci.