Rozwinelam papier i otworzylam niewielkie pudeleczko. Slyszalam, ze cos mowila, slyszalam oddalajace siej kroki. Tymczasem przyszedl grudzień. Kocham szare grudniowe poranki, pierwsze przymrozki, zalosne drzewa bez lisci. Do mojego przedzialu wsiadly jakies dwie panie z dziewczynka i starszy pan w okularach, spoza ktorych przygladal sie nam uwaznie. Zamknela znowu oczy i przez chwile sadzilam, ze jest zmeczona rozmowa.